3 dni ulewy i wyścig z chmurami, czyli Rysy zdobyte :)

No i znowu z lekkim poślizgiem powyprawowym (i po kolejnej długiej przerwie) notka o najnowszym nabytku do kolekcji, tym ważniejszym, że chodzi o najwyższy szczyt Polski – Rysy.

Krótko:

Po przyjeździe wita nas deszczem (zdążyliśmy przemoknąć idąc z pociągu do busa – ok. 50m :o ) na szczęście przed dojazdem na Palenice Białczańską jest już sucho. Droga nad Morskie Oko, gdzie mamy noclegi, mija w znośnej pogodzie i bez problemów. Chwila oddechu i odpoczynku po podróży i popołudniu wychodzi na spacer nad Czarny Staw wybadać trasę na Rysy i Chłopka jednak mgła skutecznie nam to uniemożliwia. W drodze powrotnej łapie nas kolejna ulewa, także wracamy cali mokrzy. Wzór ten – „wychodzimy w ładnej pogodzie, wracamy przemoczeni w ulewie” – powtarza się przez kolejne 2 dni. Pierwszego z nich robimy (wychodząc przy bezchmurnym niebie i pełnym słońcu) Szpiglasową Przełęcz (ja przy okazji Wrota Chałubińskiego) i powrót z Pięciu przez Świstówkę (to tam łapie nas deszcz), drugiego jest dzień restowy a mokniemy wracając ze spaceru dookoła Morskiego Oka. Kolejny dzień wg. prognozy pogody ma już być stabilny więc zapada decyzja – Rysy. Początek w ładnym tempie i w przyjemnym cieniu, od Buli już pełne słońce i męczące podejście aż do łańcuchów, które są świetne :D W między czasie ścigam się z chmurami, które notorycznie zasłaniają wierzchołek (i wszystko dookoła ;) ) i napawają mnie obawą, że ze zdjęć szczytowych wyjdą nici. Na szczyt docieram za peletonem, na szczęście wszyscy zawodnicy udali się już do szatni (czyt. chmury przeszły, poszły i się rozwiały) więc mam cudowny widok na całe Tatry (w tym na Ganek, którego wygląd urzeka mnie odkąd pamiętam). W związku z tradycyjnym tłokiem na górze robię szybko fotki a jem dopiero kawałek poniżej wierzchołka. Droga powrotna to już tłok na łańcuchach i baardzo monotonna końcówka (od Buli w dół 0 motywacji do schodzenia). Kolejny dzień to próba wejścia na Przełęcz pod Chłopkiem ale brak sił i upał skutecznie nas zniechęcają. Pakujemy więc manatki i wracamy do domu. Najważniejszy cel i tak zdobyty :D

Krótkie wnioski:

-kto z nami nie pojechał niech żałuje :P

-warto by nieco popracować nad kondycją ale jest całkiem nieźle (Wrota w godzinę przy przewodnikowych 1:45 i Rysy w 3:40 od schroniska)

-kolejny szczyt do Korony jest :D

Teraz wypad nad polskie morze a potem wyruszam na wyprawę, która obejmuje kontynentalny trójkąt z trasy „Dwa trójkąty” :)

Zdjęcia:



Zostaw odpowiedź